W dniach 20–27 października 2026 r. odbyła się wycieczka szkolna do Sewilli, organizowana przez Gdyńską Szkołę Społeczną i Dencanto Community. Intensywny, 20-godzinny kurs hiszpańskiego w szkole językowej La Giralda In&Out oraz pobyt u hiszpańskich rodzin pozwoliły naszym Odkrywcom, Exploradores, ćwiczyć język w codziennych sytuacjach, poznawać miejscowe zwyczaje i odkrywać nową rzeczywistość poprzez ciekawy program wyjść i atrakcji dodatkowych.
W sumie zamieszkaliśmy w ośmiu domach goszczących położonych w ścisłym centrum historycznym Sevilli. Każdy z nich miał swój niepowtarzalny klimat, tworzony nie tylko przez hiszpańskie wnętrza, ale przede wszystkim przez swoich właścicieli i codzienny rytm domowników, którego na chwilę staliśmy się częścią.
Wszyscy hiszpańscy „rodzice” stanęli na wysokości zadania, dbając i troszcząc się o swoich Gości. Nie obyło się co prawda bez choque cultural, czyli małego zderzenia kultur :), kiedy okazało się, że grupa naszych Exploradores, aby wyruszyć na poranne zwiedzanie, potrzebuje zjeść śniadanie o godzinie… 8:00…i to w sobotę! Dla naszych hiszpańskich przyjaciół zasiadających do kolacji późno w nocy, ta godzina była wyzwaniem, jednak koniec końców wszyscy wyszli z domu najedzeni i o czasie. Przełamaliśmy również pewien stereotyp mówiący, że Polaków się nie przytula, ponieważ trzymamy spory dystans społeczny… no cóż, w dniu wyjazdu żegnaliśmy się po andaluzyjsku, w serdecznych uściskach!
Również szkoła językowa La Giralda In&Out okazała się być strzałem w dziesiątkę. Zajęcia w dwóch grupach prowadziły dla nas Ana i Carmen, które cieszyły się uznaniem wszystkich uczestników. Nasi Exploradores co rano chętnie i bez ociągania wstawali na te ciekawe zajęcia! Dodatkowo każdego dnia ostatnia godzina kursu odbywała się poza salami lekcyjnymi, co pozwalało nie tylko poznawać miasto, ale również przełamywać barierę językową. Niektóre zadania wymagały na przykład odważnego podchodzenia do przechodniów i… zadawania im pytań… po hiszpańsku!!!
Naszym głównym punktem orientacyjnym była niezwykła konstrukcja w kształcie grzybów – Las Setas, umożliwiająca podniebne spacery i podziwianie miasta z wysokości. Mieliśmy przyjemność spacerować tam zarówno w ciągu dnia, jak i po zmroku. Emocji było sporo…i metrów od ziemi również!
Program popołudniowy obejmował odkrywanie zabytków i zakątków miasta. Odwiedziliśmy m.in. dawną dzielnicę żydowską i chrześcijańską, gdzie poznaliśmy przerażającą legendę o nieszczęśliwej miłości pewnej Sewillanki, pięknej Susonie, porównywanej do Julii z dramatu Szekspira. Nie będę przywoływać tej historii, bo… jeszcze teraz włosy stają mi dęba na myśl o tym, jak potoczyły się jej losy! W każdym razie, spacerując po labiryncie wąskich uliczek dzielnicy Santa Cruz morał zapamiętaliśmy wszyscy: dla miłości nie warto tracić …głowy!
W naszych wędrówkach dotarliśmy również na Plaza de España, miejsca tak dojmująco pięknego, że niektórzy z nas doświadczyli tam syndromu Stendhala. Zanurzeni w spokojnej atmosferze tego miejsca patrzyliśmy na liczne zaprzęgi konne przecinające ten monumentalny plac, a wszystko to skąpane w złotym świetle Andaluzji, które sprawia, że rzeczywistość błyszczy. Nasza hiszpańska przewodniczka Macarena, która przebywając z nami do perfekcji opanowała jeden zwrotu po polsku: „Idziemy!”.) powoli i cierpliwie opowiadała nam o historii tego miejsca. Na koniec zatrzymaliśmy się w przepięknym parku, gdzie spędziliśmy kilka chwil przy stawie, karmiąc ptaki.
Kolejnego popołudnia wybraliśmy się na zwiedzanie pałacu królewskiego Real Alcázar wraz z jego ogrodami. To wyjście było dla nas dość wymagające – tego dnia przekonaliśmy się jak mocno potrafi przygrzać andaluzyjskie słońce. Przy 28 stopniach Celsjusza trudno nam było sobie wyobrazić, jak zwiedza się miasto w środku lata kiedy temperatura sięga nawet 55 stopni!
Na weekend zaplanowaliśmy szereg atrakcji dodatkowych. Jak na to wszystko znaleźliśmy czas, chęci i energię? Sami tego nie wiemy, prawdopodobnie to zasługa hiszpańskiego słońca, które utrzymywało nas w bardzo dobrych nastrojach i dostarczało sił witalnych oraz magia podróżowania w doborowym towarzystwie!
Tak więc w sobotę po porannym wyjściu na churros con chocolate popłynęliśmy w rejs po rzece Gwadalkiwir, a następnie spędziliśmy popołudnie wraz z naszymi rodzinami. W niedzielę nasze budziki znowu zadzwoniły nieprzyzwoicie wcześnie jak na panujące tu standardy, i wybraliśmy się długim spacerem do najwyższego budynku Sevilli, liczącej blisko 40 pięter Torre de Sevilla. Na jej tarasie widokowym zregenerowaliśmy siły na resztę dnia, którą spędziliśmy w parku rozrywki Isla Mágica. Mimo dużej liczby odwiedzających i sporych kolejek oraz wielu emocjom, z którymi początkowo musieliśmy dać sobie radę, dzień uważamy za udany – pełen wrażeń, okrzyków, podskoków, przekroczonych lęków wysokości, mokrych ubrań, odnalezionych plecaków, utraconych szans, szczypty frustracji… a tamtejszy rollercoaster zwany Jaguarem na długo pozostanie we wspomnieniach tych, którzy odważyli się na niego wsiąść…
Wyjazd domknęliśmy na poniedziałkowych, wieczornych warsztatach kulinarnych, podczas których, pod okiem profesjonalnej szefowej kuchni, przygotowaliśmy kolację, którą następnie z wielkim smakiem razem zjedliśmy. Nauczyliśmy się jak przygotować andaluzyjską zupę salmorrejo, potrawkę ze szpinaku i ciecierzycy garbanzos con espinacas oraz tradycyjną paellę. Na deser zaserwowano nam lody cytrynowe. Tego wieczoru nastroje były tak radosne i ekspresyjne, że w drodze powrotnej do domów byliśmy głośniejsi niż sami mijający nas na ulicy Hiszpanie 🙂
Wyjazd połączył naukę z przygodą, stwarzając okazję do rozwijania samodzielności, radzenia sobie w rozmaitych sytuacjach, współpracy, wzajemnej troski i otwartości na inną kulturę.
